Kilka uwag o Planctus Mariae
Tekst planktusu stanowi jak większość utworów tego gatunku bardzo
gęstą i splątaną mieszankę różnych idiomów językowych, wielorakich
motywów narracyjnych
i liturgicznych, oraz wątków rudymentarnych będących pozostałościami
bardzo odległych
i zapomnianych tradycji. I tak na przykład mamy
tu cytat z wielce czcigodnego zabytku
z kręgu franciszkańskiego, a mianowicie ze "Stabat Mater": któż
jest, co by...; czyli jakkolwiek byśmy nie datowali szczegółowo lokuje
nas to na przełomie wieku XIII i XIV.
Sprawą zasadniczą dla zrozumienia całości są bogate silnie zrytualizowane
didaskalia, które razem ze zróżnicowanym słownictwem oddającym złożoność
ceremoniałów pośmiertnych czynią z tego dzieła szczegółowy zapis
obrzędów żałobniczych. Punkt po punkcie dokładna analiza tego planktusowego
słowniczka zajęłaby zbyt dużo miejsca, wystarczy tu zatem tylko wspomnieć
o kilku postępowaniach żałobniczych jak bicie się w piersi, rozpaczliwe
okładanie
i rozorywanie całego ciała, upadanie i powstawanie, wzajemne
obejmowanie się w akcie pocieszenia, zawodzenia, płacze, jęki etc.
Szczególnie wybija się tu na czoło silna wzmocniona przez powtórzenia
i paralelizmy ceremonialność i rytualizacja. Nie znaczy to przecie
tu nic negatywnego. Jest raczej tak, że Maryja, by uporać się z cierpieniem
włącza się w pochód płaczek idący poprzez dzieje od namiotów Achillesa
aż po wsie do dzisiaj zachowujące
tę tradycję.
Spolszczenie tekstu i komentarz: Michał Koss
strona
główna | w górę >>>
O
dramacie Planctus
Mariae | Tekst
dramatu Planctus
Mariae | Kilka uwag o Planctus Mariae
|